Felietony Felinologia

Felinotelistyka, czyli jak załapać kociego bakcyla

         Czasami, żeby cokolwiek rozpocząć potrzeba stymulacji. Impulsem do działania może być nawet z pozoru dość błaha sytuacja. Może nią być obraz, zdarzenie, potrzeba wynikająca z konieczności chwili czy też zupełnie coś innego, co zostało ukryte w naszej podświadomości i dzięki pewnym zbiegom okoliczności ma warunki do uzewnętrznienia tego „czegoś”.

         Autora piszącego te słowa do hodowania kotów rasowych zainspirowała wystawa kotów w 1992 roku w Poznaniu. Koci bakcyl, a może wręcz wirus, zainfekował autora jeszcze we wczesnym dzieciństwie i ten stan trwa grubo ponad 60 lat! Jak się okazuje jest to pewnego rodzaju sytuacja patologiczna i nieuleczalna. Wręcz nosi to znamiona epidemii, która ostatnimi czasy rozprzestrzeniła się skutecznie, obejmując swym zasięgiem również grupę ssaków parzysto i nieparzystokopytnych oraz potomków pterodaktyli. Pewnie niejeden hodowca mógłby opowiedzieć z humorem o początkach przygody z hodowaniem kotów…

Czasem potrzebna jest inspiracja, jakiś impuls czy bodziec ażeby trafić na krętą ścieżkę felinologiczną. Jedni trwają, inni posmakowawszy hodowli i wystaw znajdują inne cele życiowe. Interesujące by były opowieści ludzi co ich zainspirowało, jaki bodziec zadziałał i dlaczego ta rasa a nie inna? Z pewnością zebrany materiał mógłby posłużyć do interesujących badań socjologicznych. Wnioski mogłyby być pewnie niejednokrotnie zaskakujące…

        Pod koniec lat 80-tych ubiegłego stulecia panią Joannę Witkowską zaintrygował błękitny kot na znaczku pocztowym. Znaczek wraz z listem otrzymała z Moskwy. Fakt ten był bodźcem do rozpoczęcia poszukiwań kota, który tak zauroczył. Odnalazła go właśnie w Moskwie. Na początku 1990 roku do Polski przybył kocurek Ragdaj Czarusa, który rozpoczął piękną historię kotów rosyjskich niebieskich w naszym kraju.

        Autora zainteresował ten wątek filatelistyczny, tym bardziej, że ma dostęp do dość skromnych zbiorów rodzinnych z lat 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia. Zbiory niepokaźne, lecz zawierające interesujące wizerunki kotów z Azji, Europy i Afryki. We wspomnianym okresie w Polsce sporadycznie można było spotkać koty długowłose czy też z kolorowymi pointami. O zorganizowanej hodowli można dopiero mówić od roku 1983. Dlatego wszelkie wizerunki kotów innych niż popularne dachowce wzbudzały zaciekawienie.

        Ludowa Demokratyczna Republika Korei wyemitowała w roku 1977 serię trzech znaczków z kotami domowymi. Generalnie przypominają nasze rodzime koty. Interesujący był zwłaszcza jeden kot o okrągławej głowie, żółtych oczach i nietuzinkowym umaszczeniu. Pewnie z tego typu kotów można by wyprowadzić interesującą rasę.

       Dalej, tym razem w Azji centralnej, Mongołowie wydali dwa znaczki. Na jednym znajduje się kot krótkowłosy, z widoczną rzeźbą umięśnienia na obręczy barkowej oraz dość groźnym wyrazem pyszczka szczerzącego zęby. Natomiast drugi kot jest kotem długowłosym o umaszczeniu złotym. Sylwetka kota wydaje się dość długa, okryta długim, przylegającym włosem. Ogon jest raczej średniej długości i krzaczasty. Szyja i piersi pokryte są obfitym futrem, które tworzy piękną kryzę. Głowa jest szeroka i niezbyt długa. Kufa lekko zaznaczona, może i nawet z lekkim pinczem. Oczy kształtu migdałowego, ułożone ukośnie do linii prostego nosa. Jak przystało na złoty kolor futerka oczy są zielonkawe. Niewielkie uszy są szeroko rozstawione i oklapnięte, podobnie jak u szkockiego folda. Z tym, że kierunek zwisu uszu jest w stronę boku głowy (a nie ku przodowi jak u folda). Zwierzę sprawia wrażenie kota mocnej budowy ciała. Bardzo interesujący kot!

      Z Półwyspu Indochińskiego pochodzą kolejne znaczki. Z Laosu znaczek z wizerunkiem dorosłego kota i kociaka kolorystyką przypominające współczesne koty tajskie. Prezentują typowe umaszczenie z pointami w kolorze foczym. Lekko okrągławe głowy oraz dość duże, niebieskawe oczu dopełniają obrazu tych kotów. Kot przypominał nieco tajskiego. Ten typ kolor pointów występował również w naszym kraju. Można zobaczyć je chociażby w albumie ze zdjęciami Jana Styczyńskiego z 1960 roku a jeszcze wcześniej w 1935 roku w książce prof. Maurycego Trybulskiego „Kot domowy jego rasy i hodowla”.

       Kampucza (Kambodża, Tajlandia) jest reprezentowana w kolekcji przez sześć znaczków. Dwa przypominają pospolite mruczki, natomiast pozostałe cztery to już zupełnie inna historia. Jeden przypomina kota orientalnego, drugi kota syjamskiego a może nawet i balijskiego, trzeci kota birmańskiego a czwarty – korata. Według różnych źródeł to Indochiny są uważane za kolebkę powstania wymienionych ras lub były źródłem pochodzenia kotów, od których wywiedziono rasy kotów. Pewnie w okresie emisji znaczków trudno mówić o planowanej pracy hodowlanej w Kampuczy, jednak co na świecie uważano za koty rasowe, tam były zwykłymi kotami domowymi.

        W Bahrainie naklejano na koperty znaczki z wizerunkiem teriera wraz z kotem krótkowłosym z dużą ilością bieli, o pięknych żółtych oczach.

        Królestwo Lesotho w Afryce wydało znaczek z dzikim kotem afrykańskim felis lybica. Kot nubijski czy też zamiennie libijski jest kotem, któremu przypisuje się wyprowadzenie z jego pnia genetycznego egipskiego mau i kota abisyńskiego. Na znaczku uwidoczniony jest dość szczupły i długi kot. Jego futerko jest krótkie, tygrysio pręgowane z charakterystycznym dla pręgusów M na czole. Uszy kota są dość spore i szeroko osadzone na głowie. Ogon również jest długi, wydaje się być dobrze umięśniony oraz charakterystycznie pręgowany. Oglądając kota ze znaczka odnosi się wrażenie, że jednak bliżej mu do egipskiego mau niż do kota abisyńskiego.

      Na Węgrzech można było spotkać znaczki z kotami długowłosymi. Opisano te koty jako koty angorskie. Współczesny kot angorski wygląda jednak zupełnie inaczej. W roku 1993 na wystawie we Wrocławiu autor spotkał polskie koty angorskie, które z grubsza przypominały te ze zdjęć. Kotom ze znaczków pewnie znacznie bliżej do kotów perskich, aczkolwiek tylko tych trochę gorszych w typie. W XIX i XX wieku w Europie koty długowłose nazywano dwojako, określając je angorskimi lub perskimi.

      Rumuni wydali znaczki z kociakami domowymi, które z pewnością podbiły serca świetnymi ujęciami w trakcie zabawy.

       Bułgarzy natomiast wyemitowali co najmniej osiem kocich znaczków. Na jednym jest podpis „angorski”, jednak jest to wizerunek nieudany. Podobnie słaby jest obraz kota z napisem „syjamski”. Natomiast trzy znaczki kota perskiego i dwa kota europejskiego są jak najbardziej przyzwoite. Koty perskie reprezentują typ z lat 80-tych. Szeroka głowa, z szeroko osadzonymi niewielkimi uszami i bujną okrywą włosową oraz długim nosem z niewielkim wgięciem dopełnia obrazu kota z tamtych czasów. Podobny typ kota można było jeszcze spotkać we wczesnych latach 90-tych ubiegłego stulecia na polskich wystawach. Autor wystawiał podobnego kota w klasie kotów domowych w 1993 roku. Dlaczego akurat w tej klasie? Być może stanie się to przyczynkiem do innej opowieści z zakresu „jak to drzewiej bywało”.

Fascynujący za to jest znaczek z kotem europejskim. Kot z dość długą głową, długim prostym nosem, oczami w kształcie lekko migdałowym, pięknie zaakcentowanym podbródkiem, okrągłym czołem oraz szeroko osadzonymi uszami. Trudno powiedzieć czy kot ze znaczka odpowiada współczesnym wymogom europejskiego kota rasowego, jednakże jest zwierzakiem bardzo atrakcyjnym. W Polsce były podejmowane próby hodowania kota europejskiego w latach 90-tych. Nawet jeden kocur uzyskał tytuł championa międzynarodowego i doczekano się rodowodowych kociąt europejskich. Jednak rasa nie przyjęła się w kraju. W chwili obecnej na naszych wystawach FIFE można spotkać koty tej rasy tylko z Danii lub Finlandii.

         Być może koty ze znaczków, podobnie jak w przypadku kota rosyjskiego niebieskiego, będą tym właściwym impulsem, bodźcem do hodowania tych pięknych zwierząt. Dla autora, na przykład, znaczki stały się przyczynkiem do napisania powyższego.

         Poza tym, proszę wierzyć, z kotami trudno o nudę.

Roman Grabara
Były, ponad 25-letni, hodowca kotów norweskich leśnych (hodowla Karodok*PL). Historyk hobbysta polskiej felinologii, autor „kocich” historyjek. Od 1992 roku członek polskich stowarzyszeń felinologicznych zrzeszonych w FIFE. Od wielu lat prowadzący wystawy kotów rasowych oraz inne wydarzenia w świecie felinologii. Kwieciście uświetnia te imprezy wiedzą merytoryczną i ciekawostkami, wplatając w nie wiadomości o polskiej tradycji hodowlanej.