Edukacja Felietony Zdrowie

Jak postępować z „konfliktowym” miotem?

Zagrożenie konfliktem serologicznym i izoerytrolizą u kociąt wywołuje wiele niepokojów u hodowców i skrajne postawy, aby nie „mieszać” grup krwi. To akurat jest trudne do osiągnięcia, ponieważ:

  • bardzo zawęża wybór kocura (Liczba kocurów z grupą krwi B jest zazwyczaj znacznie mniejsza niż tych z grupą krwi A),
  • ogranicza „pulę genową” (mamy dużo kotek pokrytych tym samym kocurem),
  • tworzy trwały podział, powiększając w rezultacie ilość kotów z grupą krwi B, w tym oczywiście kotek.

W przypadku konfliktu serologicznego, problemem jest ssanie matki w pierwszej dobie po urodzeniu. W tym artykule omówimy jedynie strategie związane z odstawieniem kociąt w tym czasie (tj. na pierwszą dobę).

Problem można rozwiązać dwojako:

1) karmienie butelką przez 1 dobę; potem można już kocięta przywrócić matce;

2) matka zastępcza z grupą krwi A, której można na krytyczny okres przystawić kocięta.

Idealnym rozwiązaniem byłoby oznaczenie grupy krwi u kociąt, bo jak wiemy z poprzedniego artykułu, Grupy krwi kotów , w przypadku kocura heterozygotycznego nie wszystkie kocięta muszą mieć grupę krwi A. Wiedząc, które kocięta mają grupę krwi B, można je rozdzielić – te z B pozostawić przy matce i cennej siarze, a te z A dokarmiać bądź oddać matce zastępczej, jeśli taka jest dostępna (oczywiście matka zastępcza musi być z grupą krwi A). Oznaczanie grupy krwi u kocich noworodków nie jest jednak łatwe i najbezpieczniejszą jak na razie metodą wydaje się matka zastępcza lub sztuczne karmienie w pierwszej dobie.

W wersji z karmieniem butelką hodowcy najbardziej obawiają się obniżonej odporności u kociąt, ponieważ są one pozbawione pierwszego pokarmu w postaci siary. Można to ominąć, podając kociętom siarę przeznaczoną dla kocich noworodków. Poza tym, przeciwciała stale znajdują się w matczynym mleku i kociak będzie miał do nich dostęp również po tej pierwszej krytycznej dobie, już nie w postaci tak potężnego zastrzyku, ale nadal jest to pełnowartościowa ochrona.

Każdy hodowca musi przemyśleć, na ile problem z przyszłymi kryciami jest dla niego do przezwyciężenia i czy jest gotów na problemy związane z posiadaniem kotki z grupą krwi B. Na pewno nie można powiedzieć, że to proste – wystarczy odseparować kocięta i problem jest rozwiązany. Separacja kociąt i ich sztuczne karmienie jest bardzo trudnym i wymagającym ogromnego poświęcenia i czasu zadaniem. Decyzja o kojarzeniu, po którym spodziewamy się konfliktu, musi być przemyślana i na pewno nie powinni jej podejmować początkujący hodowcy.

Co jest najtrudniejsze:

1) zmęczenie. Najczęściej już faza porodowa jest dla hodowcy bardzo wyczerpująca, oczywiście niekiedy porody są szybkie i wzorcowe, ale nie jest to regułą. Najczęściej hodowca czeka w gotowości już na dobę – dwie przed terminem, i nie jest wypoczęty już na początku porodu, a jeśli poród się przedłuża, po zakończonej akcji jest często zwyczajnie wyczerpany. Tu trzeba być bardzo zdyscyplinowanym jeśli chodzi o separację i karmienie. Jeśli kociąt jest dużo, jest to ciągła praca, bo jak skończy się karmić ostatnie kocię, trzeba już szykować jedzenie dla tego pierwszego… Należy pilnować, żeby u matki nie doszło do zastoju mleka – jedna doba to krótko, ale niekiedy nawał mleka mamy jeszcze przed porodem.

2) utrzymanie prawidłowej laktacji. Kotka może być ubrana w kubraczek, może być odseparowana od kociąt – jakiej formy nie wybierzemy, nie przestaje ona produkować mleka, które trzeba regularnie ściągać. Inaczej bardzo szybko dojdzie do zastoju i zapalenia sutków, co nie tylko jest dla kotki bolesne, ale uniemożliwia karmienie, a w skrajnych przypadkach doprowadza do utworzenia się przetok i konieczności operacyjnego usunięcia całego gruczołu sutkowego. Niekiedy problem jest innego rodzaju, kotka po porodzie nie ma mleka i to właśnie kocięta pobudzają jego produkcję – jeśli nie przystawi się ich od razu, produkcja mleka opóźni się. W takich przypadkach trzeba tym bardziej próbować ściągać mleko i pobudzać sutki do pracy, wykonując niejako pracę za kocięta.

3) karmienie jest ogromnym wyzwaniem, to wie każdy, kto musiał kiedykolwiek dokarmiać kociego oseska. Na pewno nie należy decydować się na takie krycie jeśli nigdy nie dokarmiało się małych kociąt! Czym innym jest jednorazowe dokarmienie kociaka, który ma do dyspozycji matkę a my tylko chcemy zwiększyć ilość spożywanego przez niego pokarmu, a czym innym całkowita zależność kocięcia od naszej umiejętności nakarmienia go. W tym pierwszym przypadku najwyżej kociak przybierze trochę mniej, w tym drugim – butelka hodowcy to być albo nie być.

Komu NIE POLECAM takiego krycia:

Hodowca nie może być sam, trzeba mieć kogoś, kto pomoże uporać się ze zmęczeniem. Kto zajmie się resztą życia, ugotuje, poda obiad. Trzeba mieć możliwość zaplanowania wolnego na krytyczne dni.

Absolutnie nie powinni ryzykować takiego kojarzenia z konfliktem hodowcy początkujący. Trzeba więc mieć trochę wprawy i sprawdzony sprzęt do dokarmiania, jak również sprawnie się nim posługiwać. Krytyczny jest smoczek, bardzo trudno jest utrafić w kocie gusta. Większość smoczków dostępnych na rynku dostosowanych jest raczej do psów, i są dla kociąt za grube. Mleko nie może spływać za szybko, żeby kociak się nie zachłysnął. Po prostu trzeba już mieć te strategie przerobione i przygotowane.

Separowanie kociąt nie jest jedynym sposobem na bezpieczny odchów „konfliktowych” kociąt, ale o tym już w następnym artykule!

Dorota Szadurska
Wieloletni hodowca kotów brytyjskich, Sędzia felinologiczny FIFe wszystkich kategorii. Koci behawiorysta i zaangażowany edukator. Absolwent kursu dyplomowego COAPE, Studium Kot, Psychologii Zwierząt Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, Pielęgnacji i Chowu Zwierząt Towarzyszących Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Członek Polskiego Towarzystwa Etologicznego PTEtol, The International Society of Animal Professionals, The International Association of Animal Behavior Consultants, Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE.