Edukacja Wywiady

„Jak to się stało, że piszesz o kotach?” Wywiad z J.M. Rozwadowską

Właśnie wydałaś 2. książkę, którą patronatem medialnym objął m.in. Krajowy Instytut Hodowli Zwierząt Towarzyszących (KIHZT) oraz Unia Felinologii Polskiej (UFP). Jak to się stało, że piszesz o kotach?

Lubię pisać i zawsze tak było. Tak naprawdę moją pierwszą książkę wydałam jako dziecko! Była to oczywiście kreatywna zabawa, ale do dziś pamiętam szczegóły, jak okładkę i co się na niej znalazło. To też była historia o zwierzętach… Redagowałam też szkolną gazetkę, co w latach dziewięćdziesiątych było technicznym wyzwaniem. Na kilku etapach mojego życia miałam okazję do ćwiczenia dolności pisarskich. Zawsze miałam doskonałych polonistów, poczynając od mojej mamy a kończąc na nauczycielach w szkole średniej, którzy szlifowali moje umiejętności, wspierali i dawali pole do popisu. Na studiach i w pracy zawodowej ćwiczyłam pisarską precyzję, a potem… pokochałam koty. Zakładając hodowlę wiedziałam, że chcę opowiadać o tym, co się dzieje w życiu kotów, a media społecznościowe bardzo ułatwiły to zadanie. Znaleźli się ludzie, których to interesowało, więc mogłam tę pasję rozwijać. Odkąd jestem behawiorystą edukuję na piśmie w różnych miejscach i lubię to zajęcie chyba najbardziej.

„Pies dla kota? Toż to psota!” to książeczka dla dzieci. Dlaczego zajęłaś się twórczością dla najmłodszych?

Z kilku powodów! Pierwszy i najważniejszy to taki, że mam w domu trójkę dzieci i chciałam im zostawić część siebie w takiej formie. Oni lubią słuchać opowieści, razem też spędzamy czas na czytaniu – najmłodszym czytam ja – mi czyta najstarszy… Książka od mamy to miła pamiątka! Tym bardziej, że miałam sprawdzoną duszę artystyczną w postaci fantastycznej ilustratorki, mamy i opiekunki zarówno psa jak i kotów – Małgosię. To się musiało udać!

Najmłodsi są najbardziej plastyczni, szybko się uczą, dzięki temu moje zapędy edukacyjne mogę również realizować w inne kategorii wiekowej, niż dotąd. Nienachalnie przekazując wiadomości dzieciom, często przemycam je także dorosłym. To oni przecież mają największy wpływ na to jak żyją zwierzęta towarzyszące.

Kolejny powód jest taki, że lubię zmienność, nowości, rozwój. Dlatego jak powstała pierwsza książka pomyślałam, że druga… będzie zupełnie inna!

Bezpośrednio wpłynęła na moją decyzję lektura szkolna, którą w ubiegłym roku czytałam z córką, książeczka o kocie. Prezentowane tam podejście do pupila domowego, wiedza o gatunku rodem z lat ‘70 bardziej ludowa niż merytoryczna, zachowania opiekunów wobec zwierzęcia… to wszystko było dla mnie kompletnie nie do zaakceptowania! A że w takich sytuacjach motywacja wylewa mi się uszami i przechodzę w tryb sprawczości i działam – napisałam opowiadanie.

Właśnie, pierwsza (dorosła, jak już wiemy!) książka… To pozycja o tym, jak dobrze kupić kota rasowego i dlaczego warto. Nie pisałaś jej jednak sama…

Owszem! To był czteroletni, poważny projekt. Książka „Jak i dlaczego kupić kota rasowego?” w założeniu miała składać się z części merytorycznej (napisanej przeze mnie) oraz opisów różnych kocich ras w konkretnej formule i to się udało. Autorski pomysł zakładał, że to hodowcy opiszą swoje koty. Zaprosiłam wielu, nie wszyscy mieli ochotę współpracować, około 20 podążyło ze mną tą drogą. Proces ich pozyskiwania, wymiany korespondencji, materiałów, dopracowywania wzoru… po prostu trwał.

Nie czuję się specjalistą w każdej rasie, a na pewno wiem mniej pod wieloma względami, niż hodowcy mający konkretne koty u siebie! Z tego oddałam im to pole. Dla jednych odmienność wynikająca z języka, stylu w tej części książki była mankamentem. Ja uważam przeciwnie. Było dla mnie bardzo cenne, że każdy z równym zaangażowaniem podszedł do swojej części pracy, wyszukiwania „smaczków”, dopracowywania szczegółów…

Istnieje wiele książek opisujących koty rasowe po kolei, ale żadna z nich (poza moją) nie jest pisana rękoma hodowcy danej rasy. Myślę, że to ciekawe podejście. Cieszę się, że zostałam obdarzona zaufaniem i mogłam je zrealizować.

Skąd inspiracje do działań autorskich? Czy bycie hodowcą i behawiorystą jest pomocne?

Tak, zdecydowanie. Praktyka jest bardzo inspirująca! Pozwala obserwować świadomie relacje i podejście opiekunów do zwierząt. Hodowca ma okazję i przywilej pracować z kotami. Behawiorysta przede wszystkim współpracuje z ludźmi. Ich obawy, troski, zmartwienia są również częścią mojej pracy. Podobnie jak wsparcie w trudnych chwilach. Praktyka niestety obnaża braki edukacyjne w zakresie opieki nad psami czy kotami, antropomorfizację zamiast wiadomości o gatunku, przekonania czy opinie zamiast wiedzy… Ale z tego właśnie powodu zaczęłam pisanie. Skoro brakuje informacji, postanowiłam je dostarczać, gdzie mity mają się dobrze – chcę je chociaż podważyć.

Czy planujesz kontynuację koncepcji „behawioryjek”?

Tak. To pomysł na serię opowiadań o emocjach i zachowaniach zwierząt dla dzieci – stąd neologizm, który bardzo mi się spodobał. Czekają na wydanie! Proces wydawniczy jest żmudnym i długotrwałym zajęciem, szczególnie kiedy dba się o detale, a ponieważ młody odbiorca jest zawsze wymagający – nie można inaczej! Tym samym – opowiadań dla dzieci będzie więcej, mam nadzieję na kolejną już w tym roku. Trzymajcie kciuki!

redakcja
Redakcja ŚH w pełnym składzie, a co!
http://swiathodowcy.info