Felietony Felinologia

Płatna adopcja kota pohodowlanego. Kuriozum?

Pozbywać się kota, który dzieci narodził, narobił a teraz niepotrzebny i jak śmieć do wyrzucenia? Tfu… hodowcy, tfu… I to jeszcze na koniec pieniądze nie małe wydrzeć pazernie gotowi!!! W głowie się nie mieści!!! Takie emocje można odczuć, kiedy hodowcy ogłaszają swoje wycofane z programu hodowlanego koty, jako gotowe by zmienić dom.

Hodowla i praca hodowlana

Warto zacząć od tego, że hodowla to miejsce, gdzie rozmnaża się gatunek, prowadząc pracę hodowlaną.

Czym jest praca hodowlana? „Praca hodowlana to świadome działanie hodowcy, mające na celu genetyczne doskonalenie zwierząt z pokolenia na pokolenie. Wynikiem tej pracy jest postęp hodowlany – uzyskujemy potomstwo lepsze od rodziców pod względem doskonalonych cech.” Wynika z tego, że hodowca wykonujący pracę hodowlaną powinien robić coś ponadto samo karmienie, dbanie o czystość i czy komfort psychiczny zwierząt.

Hodowla powinna dążyć do ulepszania rasy a tego nie osiągnie się rozmnażając w kółko trzy te same koty. Do tego potrzebne są nowe geny.

Koszty hodowli

Z czym się wiąże dobieranie nowych kotów do hodowli, oprócz oczywiście finansowych konsekwencji dla hodowcy? Zagęszczeniem zwierząt. Na ograniczonej przestrzeni koty są zmuszone koegzystować w coraz większej grupie, wbrew swojej terytorialnej naturze. To generuje stres. Im dłużej taka sytuacja ma miejsce, tym większe prawdopodobieństwo stresu permanentnego, który u kota powoduje schorzenia psychosomatyczne.

Sedno sprawy

Dlaczego hodowcy wydają do nowych domów koty pohodowlane? Dlatego bo je kochają i są świadomi ich potrzeb. Kropka. Wielka kropka.

Dlaczego robią to odpłatnie? Bo wiedzą, że zwykle bardziej ceni się to, za co się zapłaciło. Zapłata eliminuje impulsy chwili i zupełnie nieprzemyślane decyzje. Statystycznie oczywiście.

Hodowcy jednak niejednokrotnie zostawiają sobie kastraty – sentyment często zwycięża nad rozsądkiem.

Osobiste doświadczenia

Do niedawna też miałam swojego pierwszego Ragdolla, kastrata. Nie raz dostawał „bęcki” od kotek – matek ale to nic w porównaniu do reżimu, który wprowadzał kocur kryjacy.

Nie raz musiałam przybiegać z pomocą, pomagać rozładowywać napięcia i przeorganizowywać przestrzeń ale serce, moje serce nie pozwoliłoby mi nawet pomyśleć, żeby poszukać mu bardziej komfortowych warunków. Jego serce za to miało swoje plany…. w dwunastym roku życia przestało nagle bić… a ja dostałam bolesną nauczkę, że kochać to czasem pozwolić komuś odejść…

Zawczasu…

Żywym i zdrowym…

Renata Kasprzak
wieloletni hodowca kotów rasy Ragdoll; pasjonat lektury, kotów i ludzi. Kolejność nie przypadkowa.
https://renakas.wixsite.com/kociesalony