Felietony

Poranek z Zuzią, kotką niedużą

Gdzieś tak około szóstej rano z głębokiego uśpienia wyrwało mnie głośne łomotanie do drzwi.

Początkowo nieżywy mój umysł nie ogarnął tego zjawiska. Sądziłem, że jestem nadal w błogostanie nocnego utrudzenia a to wszystko, co do mnie próbuje dotrzeć, to zmowa złośliwych trolli próbujących wtargnąć w jakże piękne sny.

Po jakimś czasie, kiedy nastąpił synchron zmysłu słuchu z powolnym przebudzaniem się mózgu, dotarło do mnie, że jakiś potwór dobija się do drzwi sypialni. O nie, pomyślałem i postanowiłem przeczekać zagrożenie. Nie dam się terroryzować, wszak jeszcze pół godziny relaksu dla utrudzonych członków mego ciała. Potwór, który atakował drzwi widocznie się zmęczył i odstąpił. Moje wnioski okazały się mylne, ów potwór postanowił wziąć drzwi siłą.

Po krótkiej ciszy usłyszałem coś w rodzaju krótkiego galopu i ostre „łup” w drzwi. Na takie dictum, w obawie przed porannym gniewem, spoczywającej obok połowicy, momentalnie podjąłem decyzję a moje sflaczałe resztkami snu ciało wykonało niekontrolowane ruchy pionizujące. Po przyjęciu pozycji charakterystycznej dla homo erectus, macając dookoła i przepędzając z oczu resztki snu, dobrnąłem w ciemnościach do drzwi. Uchyliwszy je nieco włożyłem ostrożnie prawą rękę w powstałą szparę, namacałem włącznik światła w przedpokoju.

Przed włączeniem drżałem w obawie przed atakiem krwiożerczej bestii. Jako przywódca ludzkiego stada musiałem się przeciwstawić zagrożeniom i bronić stada nawet z narażeniem własnego życia i zdrowia. Po oświetleniu przedpokojowego wnętrza zlokalizowałem atakującego potwora w osobie kotki – roztropki o imieniu Zuzia.

Siedziała grzecznie na swoich czterech literach i zadzierając główkę w górę odezwała się do mnie słodkim miauknięciem: „Cześć, już się wyspałeś”? Do tego zatrzepotała uroczo rzęsami.

Pełen oburzenia, zamaszystym ruchem wydostałem się do przedpokoju z postanowieniem wyartykułowania gorzkich słów dezaprobaty dla takiego zachowania. Pamiętałem też, co bardzo ważne, z uwagi na potrzebę zachowania harmonii w ludzkim stadzie, zamknąć cichutko drzwi. Po tej czynności, zaczerpnąłem głęboko powietrza, ażeby wygłosić adekwatną do sytuacji reprymendę i kiedy byłem już napompowany prawie jak balon, Zuzia przytuliła się główką, całym ciałem i ogonkiem….

Następnie zagadała nieśmiało: „Skoro już wstałeś to może byśmy coś… zjedli”?

Wtedy całe powietrze uszło ze mnie… wziąłem potworzycę na ręce i wypieściłem. Cóż było innego robić?

Niech tylko ktoś powie, że z kotami można się nudzić….

Roman Grabara
Były, ponad 25-letni, hodowca kotów norweskich leśnych (hodowla Karodok*PL). Historyk hobbysta polskiej felinologii, autor „kocich” historyjek. Od 1992 roku członek polskich stowarzyszeń felinologicznych zrzeszonych w FIFE. Od wielu lat prowadzący wystawy kotów rasowych oraz inne wydarzenia w świecie felinologii. Kwieciście uświetnia te imprezy wiedzą merytoryczną i ciekawostkami, wplatając w nie wiadomości o polskiej tradycji hodowlanej.