Felietony

Poranne rozmowy przy zlewozmywaku

– „Cześć Romeczku”, przywitała się pięknie Zuzia, która wskoczyła lekko i elegancko na szafkę obok zmywaka.

– „Cześć”, odpowiedziałem grzecznie.

– „Dawno się nie widzieliśmy” – ona na to.

– „Jak dawno, przecież gdzieś z minutkę temu widzieliśmy się na stole!” – rzuciłem.

– „Minuta? Zegarmistrzem jesteś? Masz zegarek czy co?” – odparła.

– „No… nie mam” – przyznałem.

– „A widzisz? Może to było i pół godziny” – miauknęła. Przemilczałem tę uwagę i skoncentrowałem się na myciu śniadaniowych naczyń – ludzkich i kocich.

– „Mogę przy tobie posiedzieć?” – zapytała Zuzia nieśmiało spoglądając mi w oczy.

– „Pewnie” – odparłem. – „Tylko bądź grzeczna!” – upomniałem.

– „A czy ja kiedykolwiek jestem niegrzeczna?” – oburzyła się. Zignorowałam to pytanie, gdyż wiem swoje a nie chciałem popaść w jawny, werbalny konflikt z koteczką. Siedziała przez chwilkę naprawdę spokojnie. Następnie delikatnie zamiauczała:

– „Możesz mnie pogłaskać?” – zagadnęła spoglądając mi ponownie w oczy.

– „Nie za bardzo. Mokre ręce mam a mokrymi kotów się nie głaszcze…” – Sądziłem, że zrozumie ale byłem w wielkim błędzie. Nie odpuściła.

– „A mogę się przytulić?” – ciągnęła dalej.

– „Zuziu!” – zaprotestowałem – „widzisz że tutaj jest mokro, a koty nie lubią chodzić po mokrym.”

– „Lubią, lubią” – zamiauczała i po wilgotnej krawędzi zbliżyła się do mnie zalotnie.

– „Nie lubią!” – odparłem stanowczo, suchymi przedramionami ująłem ja delikatnie pod brzuszek i przeniosłem na szafkę. Rozsiadła się wygodnie, ale po minie widziałem, że nie jest za bardzo zadowolona.

– „Co robisz?” – padło zapytanie.

– „Nie widzisz?” – zdziwiłem się – „zmywam po śniadaniu” – bąknąłem.

– „A w ciepłej chociaż wodzie?” – dociekała – „…bo wiesz zmywa się tylko w ciepłej.”

– „Tak, woda jest ciepła!” – zapewniłem lekko poirytowany.

– „A…. płynu dodałeś?” – miauknęła pytająco.

– „Woda jest z płynem, nie widzisz pianki z bąbelkami?” – Zdziwiłem się. Jak mogła podważać mój profesjonalizm regularnego zmywacza!

– „Coś chyba mało tego płynu…” – kwestionowała – „zobacz!” – wskazała, podchodząc do prawej części zlewu.

– „No jak mało? Skąd wiesz?” – W końcu to ja byłem w tym momencie kierownikiem robót zmywających i jedynym operatorem ścierki oraz czegoś takiego z metalowych drucików do szorowania.

– „Bo Dorotka zawsze ma więcej piany…” – stwierdziła zniżając pyszczek w kierunku wody z płynem i obserwowała go bacznie.

– „Ja to nie Dorotka!” – rozsierdziłem się z lekka.

– „Mogę tu zostać?” – zapytała nieśmiało.

– „Nie, nie możesz.” – Zdecydowanie nie wyraziłem zgody. Było to jednak tak, jak grochem o ścianę. Przelazła, zaczepiając mnie ogonkiem, na przeciwległą krawędź zlewu i zaczęła obwąchiwać kran.

– „Nie możesz tam zostać!” – protestowałem. Ona miauknęła:

– „A Dorotka to mi pozwala tu być. Zawsze…”

– „Zuziu, ale będziesz mokra…” – próbowałem negocjować.

– „To nic” – miauknęła i coś jakby uśmiech przemknęło jej przez pyszczek. Spojrzała słodko na mnie i wyprężyła giętkie ciałko. – „To nic” – powtórzyła z naciskiem i zobaczyłem ewidentne jej zadowolenie, z faktu, że mięknę. Postanowiłem nie zwracać na nią uwagi. Skupiłem się na myciu kolejnych elementów wyposażenia śniadaniowego. Oczywiście robiłem to bardzo, bardzo ostrożnie, ażeby jej nie opryskać wodą.

– „No widzisz!” – oznajmiła – „można wszystko pogodzić, jak się tylko chce” – oznajmiła triumfalnie.

– „No może masz rację” – łaskawie się zgodziłem. Jednak było to przedwczesna akceptacja. No bo czy można pogodzić interesy ciekawskiego kota z czynnościami kuchenno-myjącymi?

Nagle tylna łapka Zuzi się omsknęła na metalowej krawędzi zlewozmywaka i koteczka z chlupotem wpadła do wody. Cóż było robić? Wyciągnąłem najbardziej upierdliwego z upierdliwych kota i osuszyłem futerko ręczniczkiem. Nie obyło się bez słów reprymendy z mojej strony, zakończonej sakramentalnym: – „No widzisz!!!”

Zuzia, kiedy ją postawiłem na stole, otrząsnęła się i przed przystąpieniem do wylizywania wilgotnego futerka, miauknęła:

– „Oj tam, oj tam. Przesadzasz, stary”…

Z kotami nie można się nudzić, tylko trzeba umieć patrzeć oraz doceniać uroki przebywania z nimi!

Roman Grabara
Były, ponad 25-letni, hodowca kotów norweskich leśnych (hodowla Karodok*PL). Historyk hobbysta polskiej felinologii, autor „kocich” historyjek. Od 1992 roku członek polskich stowarzyszeń felinologicznych zrzeszonych w FIFE. Od wielu lat prowadzący wystawy kotów rasowych oraz inne wydarzenia w świecie felinologii. Kwieciście uświetnia te imprezy wiedzą merytoryczną i ciekawostkami, wplatając w nie wiadomości o polskiej tradycji hodowlanej.